Wiosna 2015 roku w Kownie miała zapach kwitnących kasztanów i dźwięk, którego się nie spodziewałem. Spacerując bocznymi uliczkami, usłyszałem psychodeliczne riffy, które niosły się nienaturalnie daleko. Poszedłem za nimi i trafiłem w sam środek koncertu zespołu Garbanotas.
W torbie miałem Nikona F100 – maszynę, która dla wielu jest ostatnim "prawdziwym" analogiem Nikona. W środku siedział klasyk: Ilford FP4. To film, który nie wybacza błędów przy słabym świetle, ale odwdzięcza się niesamowitą plastyką, jeśli tylko wiesz, jak go potraktować.
Technika: Rodinalowa szorstkość Te zdjęcia nie przeszły żadnej cyfrowej obróbki. To, co widzicie, to czysty skan negatywu wywołanego w Rodinalu. Ten duet (FP4 + Rodinal) to dla mnie definicja "Surowego Kadru". Ziarno jest wyraźne, kontury ostre, a czernie głębokie i mięsiste. To zestawienie idealnie oddało transowy, niemal oniryczny klimat występu Litwinów.
Moment Na zdjęciach widać coś więcej niż muzyków. Widać tamtejszą publiczność, modę sprzed dekady i tę specyficzną, bezpretensjonalną energię. Garbanotas (wtedy jeszcze Garbanotas Bosistas) grali tak, jakby świat poza tą jedną sceną nie istniał.
Zapraszam Was do obejrzenia tej krótkiej, czarno-białej podróży w czasie. Bez filtrów. Bez retuszu. Po prostu surowy kadr z 2015 roku.










